Chciałabym, aby ludzie nie zapomnieli, jak było w Szczecinie, w pierwszych dniach wprowadzenia stanu wojennego. Dlatego chcę pokazać swój pamiętnik. Dlaczego pani go pisała? Bo nie wiedziałam, jak to się wszystko skończy. Bałam się, że zginiemy.
Ile lat można być poetessą i ciotką rewolucji? – pokpiwała z siebie Marzena. – Ludzie w naszym wieku robią pieniądze, a nie tylko rozmawiają o tym, jak naprawiać Polskę.
Tak mówiła chyba dziesięć lat temu. Jednak nigdy nie udało
Gdy podczas strajku w stoczni szczecińskiej im. A. Warskiego w sierpniu 1980 r. szukali kogoś, kto by zechciał spisywać postulaty przynoszone przez ludzi z innych zakładów i protokołować przebieg wydarzeń, za dużo chętnych nie było. Bo kto wiedział, jak to wszystko się
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa nie są zgodni w kwestii szczecińskiego Sierpnia ’80. Jedni mówią, że byli kompletnie zaskoczeni rozwojem wydarzeń, bowiem na czele strajku stanęli ludzie, którzy nie znajdowali się w centrum zainteresowania SB. Poza tym do agentów
„Mam jedno jedyne pytanie do Kierownictwa naszej partii: Jaka jest koncepcja wyjścia z obecnej sytuacji? D z i ę k u j ę”*. To dramatyczne pytanie na V plenum KC PZPR postawił Janusz Brych, I sekretarz KW PZPR w Szczecinie 30 sierpnia 1980 r., kilka godzin po podpisaniu Porozumień
Nie muszę występować o odtajnienie nazwisk osób, które na mnie donosiły - mówi Stanisław Wądołowski, jeden z tuzów szczecińskiej „Solidarności”. - Ja i tak się domyślam, kto to był, mimo zamazania pisakiem nazwisk w aktach Służby Bezpieczeństwa.
Nie którzy mieli przerwę w życiorysie trwającą kilka lat. Inni stracili szansę na zrobienie kariery, bo akurat wtedy zamknęła się przed nimi droga na szczyty. Wrócili do zawodu, awansowali, albo już nigdy nie przekroczyli drzwi, które ktoś im kiedyś zatrzasnął przed nosem.
Nikt nie badał, czy istnieje genetyczne obciążenie polegające na wewnętrznym przymusie bycia obserwatorem, albo uczestnikiem Historii przez duże „H”. Jednak w wielu rodzinach ludzie, zamiast majątku, dziedziczyli szczęście, albo przekleństwo bycia tam, gdzie
Kto zrozumie, co to znaczy, jak prowadzą męża w kajdanach, człowieka, który z zakładu pracy nigdy nie wyniósł nawet śrubki, nic złego nie zrobił - Gertruda Kadziak prawie krzyczy. - I nie ma się wtedy prawa rozpaczać, bo od tego można zwariować. Wolno tylko się
W nocy z 14 na 15 grudnia 1981r. czołgi 12 Dywizji Zmechanizowanej dowodzonej przez płk. Henryka Szumskiego, rozbiły bramy stoczni im. Warskiego w Szczecinie. Za nimi na teren zakładu weszły oddziały ZOMO i funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Wojsko
Można nie pasować do czasów, w których się żyje i nie robić z tego tragedii. A jednak takie niedopasowanie może stać się tragedią. Tragedią było samobójstwo Doroty i Adama Jurczyków, a ludzie prześcigali się w układaniu scenariuszy, jak kiedy, dlaczego. Dla tych,
Nie chodzi o zemstę, ale o to, żeby czyn niegodny został osądzony i nazwany po imieniu, mówią internowani, którzy zostali pobici w więzieniu w Wierzchowie Pomorskim 13 lutego 1982 r. Na początku stanu wojennego niewielu wiedziało, co to są „internaty” i co dzieje się w miejscach
NZS to był pierwszy większy oddech wolności. Jak się człowiek nałykał, to pamiętał przez całe życie. Podobnie jak inne sprawy z wczesnej młodości. Że warto kochać. Że trzeba być uczciwym. Że trzeba walczyć z draństwem. Jak ktoś nie ma takiego odruchu moralnego, to ma ksywę
Do Polski chce wrócić z emigracji Maria Matjanowska, jedna ze szczecińskich działaczek solidarnościowej opozycji. W dzień ogłoszenia stanu wojennego została internowana wraz z 14-letnim synem Pawłem Matjanowskim. Był wówczas najmłodszym internowanym
Kiedy pierwszy raz nieoznakowane samochody rządowe wiozły opozycjonistów do Magdalenki, na spotkanie poprzedzające obrady Okrągłego Stołu, przed nimi jechał spokojnie pogrzeb, którego w żaden sposób nie można było ominąć. Edward Radziewicz, lider strajkujących
Francuz nikogo nie wydał, mówił, że wie, iż wiezie nielegalną literaturę, powielacze i farbę drukarską, ale nie przypuszczał, że to „może godzić w bezpieczeństwo Państwa Polskiego” – napisała w swoim dzienniku Krystyna Łyczywek wiosną 1984 r. Pisze chwilę po
Setki akt świadczących o inwigilacji mieszkańców województwa szczecińskiego przez Służbę Bezpieczeństwa odnalazł jeden z prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej, przy okazji prowadzonego postępowania dotyczącego bezprawnego internowania
- W Kobylance miejscem, gdzie mógłby zmieścić się pochód pierwszomajowy i jakoś zakręcić była tylko droga dookoła kościoła – wspomina Paweł Bartnik, kurator. – Więc ludzie uformowali się w kolumny i i dylali wokół świątyni. Wyglądało jakby proboszcz pochód przyjmował. Z czasem
Dlaczego w sierpniu 1988 r. nie zastrajkowała stocznia szczecińska? Co portowcy mieli robić w razie ataku ZOMO? Dlaczego kilka osób trafiło wtedy do szpitali psychiatrycznych? – szczątkowych odpowiedzi na te pytania można szukać w raportach pisanych 20 lat temu
Edward Radziewicz jest przekonany, że mógł stanąć na czele protestu, bo Służba Bezpieczeństwa całkowicie go zlekceważyła. Wtedy, latem 1988 r. tajniacy nie spuszczali z oka głównie z ludzi ze stoczni – przecież to tam tradycyjnie powinien zacząć się strajk.
Siedzieli i klęli. Nic nie wygrali, nic. Jak zakończyć strajk, żeby wyjść z podniesioną głową? No, właśnie wyjść z podniesioną głową, naprzeciw innym. Do kościoła, bo gdzie indziej? Jednym wśród tych, którzy namawiali na takie rozwiązanie, był młody jezuita, Przemysław Nagórski.
Nie zachowały się meldunki operacyjne SB, które mogłyby pokazać, jak bardzo wiosną 1989 inwigilowana była szykująca się do wyborów opozycja na Pomorzu Zachodnim. Wiadomo tylko, że akcja prowadzona była pod kryptonimem Barwa V. Co się stało z materiałami
W 1989 r. władza miała nadzieję, że kłócąca się opozycja nie będzie w stanie wygrać wyborów. Władza miała rację w jednym – nie było mowy, żeby powstały wspólne listy wszystkich sił, których korzenie tkwiły w „Solidarności”. Myliła się jednak wieszcząc ich wyborczą porażkę, już