Po Powstaniu Warszawskim część powstańców uciekała na Zachód. Po 9 maja 1945 r. niektórzy uznali, że najbezpieczniej będzie na nowych polskich ziemiach, zwanych „odzyskanymi”. Nie przypuszczali, że bezpieczni nie będą nigdzie w Polsce, jeszcze przez kilkadziesiąt lat.
W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zachowały się dokumenty śledztwa prowadzonego przeciwko jednemu z oddziałów partyzanckich, utworzonym na Pomorzu Zachodnim, przez żołnierzy Armii Krajowej. Po wojnie nie złożyli broni wierząc, że kolejna wybuchnie za kilka miesięcy, już latem.dokumentów wynika, że Urząd Bezpieczeństwa, a potem Służba Bezpieczeństwa inwigilowała AK-owców do końca lat 80, nawet te osoby, które ukończyły 90. rok życia..
Ten oddział to „banda Hołuba” – według nazewnictwa UB.dokumentach jest jeszcze jedna nazwa: Lotna Brygada Śmierci.
- To bzdura, a nie prawda – denerwuje się Czesław Hołub, dowódca oddziału, jeden z nielicznych jego członków żyjących do dziś. – Jeden z naszych żołnierzy, kresowiak, który jak się potem okazało, pracował dla UB, powiedział w śledztwie, że tak się nazwaliśmy. Tymczasem Brygada Śmierci, to były oddziały dowodzone przez legendarnego Łupaszkę, którego spotkałem tylko raz w życiu. Nasz oddział to był po prostu Ruch Oporu AK - ROAK, a potem Wolność i Niepodległość.
Te osoby, które składały Hołubowi przysięgę, naprawdę wierzyły, że wybuch wojny jest tuż tuż i wyrzucenie Sowietów bliskie. Oddział przygotowywał się do tego - gromadził broń.
- A tak naprawdę naszym głównym celem było znalezienie schronienia ludziom poszukiwanym przez UB w Polsce centralnej i wschodniej – mówi Hołub.
„Podczas wojny AK walczyła z Niemcami, by nie dopuścić robotników i chłopów do władzy – zgodnie z obowiązującą propagandą zapisał w materiałach śledztwa jedne z funkcjonariuszy UB. – Ile oszustwa tkwi w twierdzeniu, jakoby stronnictwa reakcji i ich organizacje wojskowe, zwłaszcza AK, miały wielki wkład w walce z Niemcami”.
Czesław Hołub, który przed przyjazdem na Ziemie Zachodnie był m. in. szefem Kedywu podinspektoratu olsztyńskiego AK i dowódcą plutonu „Młodniak” Szarych Szeregów, dostał rozkaz, aby w Stargardzie Szczecińskim zorganizować główną placówkę ROAK. Miasto wydawało się bezpieczne - liczyło 300 mieszkańców. Gdyby chcieli, wszyscy zmieściliby się w kościele św. Ducha.
- Nie spieszyło mi się do konspiracji, jeszcze leczyłem rany – przyznaje Hołub. -Ale złożyłem przysięgę, która zobowiązuje do końca życia.
W skład oddziału weszli ludzie poleceni przez szefostwo ROAK, głównie AK-owcy. Za godnych zaufania Hołub uznał też harcerzy i niektórych kolegów z gimnazjum, do którego zaczął uczęszczać. Czasem chętni do walki z władzą ludową podchodzili sami do niego na ulicy – w mundurze, z ręką na temblaku, kojarzył się jednoznacznie. To było jeszcze przed „stalinowską nocą”, czasem, kiedy inaczej myślący zaczęli masowo znikać.
„Tak więc kiedy z łun, pożarów i pożogi wojennej zaczęły wyłaniać się świetlane kształty niepodległej ojczyzny ludu pracującego, wróg dotychczas onieśmielony, przyczajony, przystępuje do organizowanie zbrodniczej działalności, skrytobójstwa, mordów, dywersji i zastraszania” – podsumował działalność oddziałów niepodległościowych oficer SB – opracowanie powstało w 1961 r.
Nie strzelałem, ale odpowiadam za to
„Przysięgam być wiernym ojczyźnie Rzeczpospolitej, stać niezłomnie na straży Jej honoru. Przysięgam walczyć ze wszystkich sił do wyzwolenia Jej z niewoli, aż do utraty życia”- tak brzmiała rota przysięgi oddziału Hołuba. Złożyło ją około 30 osób, najmłodszy miał 16 lat.
„W Szczecinie dymiły zgliszcza i ruiny, pustka i zniszczenia wyzierały z każdego kąta ziemi szczecińskiej. Obumarła gałąź słowiańskiego pnia ożyła świeżymi sokami, zazieleniła się i zakwitła – zachwycał się nową rzeczywistością pracownik UB pisząc jednocześnie, że tych zjawisk nie doceniały „niedobitki z 9,2 i 1 Wileńskiej Brygady AK, które znalazły się na tych terenach”..
Przez sześć miesięcy, od lipca ‘45 do lutego ‘46 ludziom Hołuba udało się znaleźć schronienie dla kilkudziesięciu osób, którym groziła kara śmierci, a w najlepszym przypadku wieloletnie więzienie. Oddział trzykrotnie (UB pisze, że czterokrotnie) rozbrajał sowieckie patrole. AK-owcy rozbroili też posterunek MO, odebrali broń kierownikowi gorzelni. Zdobyli też amunicję z rozbitych wagonów 5 km pod Stargardem.dokumentach UB najbardziej eksponowany był wyrok śmierci, jaki grupa wykonała na sekretarzu Polskiej Partii Robotniczej we wsi Dalewo. „Narażał się mętom różnego rodzaju i padlinie, to wydano nań wyrok śmierci” – zapisano w dokumentach UB.
- To nie ja strzelałem, ale ja dowodziłem, więc ponosiłem odpowiedzialność – uważa Hołoub.
Jego grupa miał już kilka placówek na Pomorzu, gdy w Marianowie wpadła pierwsza. To o niej najwięcej wiedział ów donosiciel, kresowiak. Hołub uznał, że ludzie muszą wycofać się do lasu. Sam wyjechał na wschodnie tereny Polski. Udało mu się przetrwać na wolności do grudnia 1946 r. Potem, przez 10 lat, siedział w więzieniach w Rawiczu, Strzelcach Opolskich, pracował w kamieniołomach. Nie chce opowiadać o tym, jak był traktowany podczas śledztwa. Mówi krótko: jak wszyscy.
IPN prowadzi śledztwo w sprawie niezgodnych z prawem metod stosowanych w śledztwie.sprawie grupy Hołuba jest już 17 tomów akt i prawie sto osób pokrzywdzonych. Jeden z nich, członek oddziału, Hieronim Danisz opowiedział, jak był przesłuchiwany.
- UB-ecy bili mnie pięściami po twarzy, przystawiali broń do skroni, uderzeniami pistoletu wybijali zęby – mówił prokuratorowi IPN. – Wyzywali od skurwysynów. Co jakiś czas wtrącali mnie do karceru. Bywało, że kazali robić pompki, a wtedy pijani UB-ecy stawali butami na moich kciukach.
Przesłuchiwanych karmiono solonymi śledziami, stawiano obok szklankę z wodą. Gdy po nią sięgali, bito ich po głowie. Pokazywano im szafę pełną broni sugerują jednoznacznie, jaki zostanie zrobiony z niej użytek. Wśród UB-eków szczególnym okrucieństwem wsławił się wówczas Alfred Zimmermann, zwany „katem”.
Danisz i osoby które z nim wpadły, łącznie około dwudziestu, dostali wyroki od 3 do 15 lat więzienia.
Z esbekiem przez życie
Inwigilowano ich przez lata. Odnowione zapisy ewidencyjne z esbeckich aktach pochodzą z 1988 r. Szczególnie obserwowano Czesław Hołuba, uznając go za szczególnie niebezpiecznego dla ustroju państwa. A Hołub za cel honoru postawił sobie rzetelne spisanie dziejów Armii Krajowej, głównie na kresach wschodnich, bo te tereny znał najlepiej. Napisał trzynaście książek i setki artykułów do gazet. Napisał m. in. „Zarys historii AK na Polesiu”, czy „Wśród bagien, trzęsawisk i mgły – książkę o grupie działającej w Stargardzie i okolicach. Hołub przyznaje, że dopiero w wolnej Polsce pisał naprawdę, jak było. Nie chciał, żeby w PRL SB na podstawie jego książek, do kogokolwiek mogła się przyczepić.
Chodzili za nim.1972 r. jeden z tajnych współpracowników SB odnotował, że Hołub chce spisać dzieje AK na Wschodzie. „Zadanie: nawiązać kontakt pod pozorem pomocy” – wydano rozkaz.grudniu 1975 r. jeden z TW doniósł, że Hołub uczestniczył w zjeździe byłych AK-owców,
- Inwigilowanie skończyło się dopiero, gdy SB szlag trafił – uważa Czesław Hołub. –1989 r., kiedy powstawał Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, wracając z zebrania zostałem napadnięty. Ktoś chciał mi wyrwać teczkę, w której miałem dokumenty związku.początku myślałem, że to był zwykły napad rabunkowy, ale później doszedłem do wniosku, że to nie był przypadek.
Dlaczego wciąż tajne?
Czesław Hołub twierdzi, że IPN przekazał mu tylko część materiałów dotyczących jego działalności na Pomorzu Zachodnim. Być może dostanie jeszcze coś, ale na pewno nie wszystko. Niektóre z dokumentów, nadal są opatrzone klauzulą „ściśle tajne”.
- Zwróciłem się o wydanie wszystkich dokumentów UB i SB dotyczących sprawy „bandy Hołuba” - mówi prokurator Andrzej Pozorski prowadzący śledztwo. – Dostałem odpowiedź, że „po przejrzeniu ich przez Urząd Ochrony Państwa, później Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nadal pozostają ściśle tajne”.
Dlaczego? UOP i potem ABW nie ujawnia dokumentów tych tajnych współpracowników, którzy nadal współpracują ze służbami. Czy powód ten dotyczy także ludzi, którzy urodzili się długo przed wojną? Mało prawdopodobne. Co w tym przypadku kryją UB-eckie i SB-eckie teczki?
Prokurator bezradnie rozkłada ręce.