W pracy, ostatniego dnia przed wyjazdem, na moje „do widzenia” koledzy odpowiedzieli obojętnie „do widzenia”. Nikt nie zapytał, dlaczego wyjeżdżamy, dokąd, nikt nie powiedział „zostań” - Leon Borenstein przykłada ręce do skroni i zamyka oczy.– Dziś wszyscy pytają, jak to jest mieć dwie ojczyzny. Jakie dwie ojczyzny? Czy można mieć dwie matki? Moja izraelska komórka nie działa tu, w Polsce. A moje polskie serce nie chce dobrze działać tam, w Izraelu.
Przyjeżdżają do Szczecina przy każdej okazji. Ci, którzy zostali zmuszeni do wyjazdu, albo wyjechali z rodzicami, którzy nie widzieli tu przyszłości. Marzec ’68, a właściwie rok, którzy trwał od czerwca 1967, będą wspominać do końca życia, jako najtrudniejsze chwile - to wtedy zostali zmuszeni do zrewidowania swojej polskości. Minęło 40 lat, ale kiedy mówią o przeszłości tracą spokój.
W ich oczach pojawia się lęk.
Franka, z domu Siemiatycka, chodzi po ulicach Niebuszewa i pokazuje klatki, w których mieszkali znajomi (tu Hanka mieszkała, tu Halinka). Dla Franki kuse trawniki przed kamienicami, na których tynk jest tylko wspomnieniem, to najpiękniejszy widok. Ciepło mówi o dawnych czasach, choć wspomnienia są różne.
- Nie wyglądałam na Żydówkę, skąd, miała długie blond włosy i niebieskie oczy – wyrzuca z siebie słowa bardzo szybko i głęboko oddycha. - Oczywiście wszyscy wiedzieli, kim jesteśmy, to nie była tajemmnica. Czasem ktoś napluł na drzwi, czasem powiedział coś wulgarnego, ale na co dzień było dobrze. Ojciec z kolegami założył fabrykę wyrobów skórzanych, był w niej kierownikiem działu zaopatrzenia. Gdy zaczęła się nagonka, przenieśli go najpierw na produkcję, a potem wyrzucili z pracy. Ja sobie dam radę, zapewniał i próbował z kolegą poprowadzić kiosk. Nie udało się, w 1969 r. zdecydował, że wyjeżdżamy. Nie chciałam. Miałam dobrą pracę w stoczni, biurową. Któregoś dnia nasz personalny, powiedział na zebraniu, że ma oko na ludzi, którzy „nie są odpowiednimi elementami”.kolejce do okienka w stoczni, gdzie robiłam różne opłaty usłyszałam, jak dwie panie rozmawiają o tym, że dobrze, że „ci Żydzi wyjeżdżają”. Zapytałam je, czy ja śmierdzę czosnkiem, bo też jestem Żydówką. Zatkało je.
Na dworzec pożegnać Frankę i jej rodzinę przyszło wielu znajomych. Do dziś uważa, że emigracja jest najwyższą karą dla człowieka, który nic złego nie zrobił. Jak zrozumieć, gdy nagle ktoś każe zostawić innemu jego życie, jego miłości?
- Przed wyjazdem przeszłam całe miasto, popatrzyłam na każdy kawałek muru blisko domu, na każdy kamień, drzewo. Kupiłam książkę o Szczecinie - mówi B.S., piękna kobieta, która nie chce nawet podać imienia. Jej rodzice myśleli o emigracji z Polski już po 1956 r., ale ciągle coś ich tu trzymało. Ciągle łudzili się, że zdołają odnaleźć rodzinę, z którą stracili kontakt podczas wojny. Ojciec słuchał BBC, pisał do Czerwonego Krzyża. Udało się odnaleźć tylko siostrę mamy, w Wilnie. Rodzice namawiali ją na wspólny wyjazd do Izraela, ale jej mąż, zapalony komunista, nie chciał słyszeć o opuszczeniu z ZSRR.
- Kiedy już wszyscy wiedzieli, że wyjeżdżamy, tylko jeden nauczyciel zapytał, dlaczego zdecydowaliśmy się na wyjazd i jednej sąsiadce było bardzo smutno - wylicza B.S. - Na stację przyszło kilku przyjaciół.
- A ja czułam ulgę - przyznaje J. S. druga siostra, która też nie chce podać nawet imienia. - Nie czułam się tu jak wśród swoich.szkole na co dzień nauczyciele napominali dzieci słowami: „nie stój jak Żyd, nie idź jak Żyd”!. Jak jechałyśmy na nieżydowskie kolonie, to bałam się, że inne dzieci nie będą chciały z nami się bawić, gdy dowiedzą się, że jesteśmy Żydówkami.my i wielu Żydów myślało przez lata, że ludzie nie lubią Żydów, bo ci są inni. Dlatego wielu Żydów wyrzekało się swojej tożsamości, chcieli być tacy, jak ludzie wokół, nie-Żydzi, Ja też w angielskiej wiosce, w której zamieszkałam, robiłam wszystko, żeby być taka jak Anglicy, niczym się nie wyróżniać. Przez wiele lat widzieliśmy siebie oczami tych niechętnych nam, także antysemitów. Nie umieliśmy zbudować naszego prawdziwego obrazu. Wiele lat upłynęło, zanim stała się silna, dumna z tego, że jestem Żydówką.
- No tak, teraz jest jasne: jestem Żydówka - i więcej nic - B.S. słuchając wywodu siostry zamyśla się. - Teraz już nie boli, że kiedyś odebrano nam polskość. Ale wtedy, to było jak kopnięcie.
Antysemickie przemówienia Gomółki siostry S. zobaczyły dopiero oglądając filmy dokumentalne, w 1991 r. Przeszłość wróciła, zabolała.
Co mówili w kościele
Kuba Kaul mówi, że jego ojciec nie chciał wyjechać, mimo nasilającej się antysemickiej nagonki.
- Przyszedł pewnego razu do domu i powiedział, że zostajemy tutaj, bo w kościele mówili, żeby Żydów nie ruszać – opowiada.
Jednak emigracja okazała się koniecznością.
Leon, który w 1967 r. był instruktorem teatralnym w Domu Kultury w Gryfinie też nie chciał wyjeżdżać, mimo złej atmosfery wokół Żydów, która pojawiła się niepostrzeżenie, z czasem zaczęła narastać. Chciała wyjechać jego mama, która nagle poczuła się samotna, bez rodziny, znajomych, z których co parę dni jeden, albo kilkoro, ruszał z tobołkami w stronę dworca. Puste biurka w pracy, pustoszejące mieszkania, w których jeszcze niedawno było swojsko i wesoło – i kompletny brak zainteresowania tym, co się dzieje ze strony sąsiadów. (A przecież niejeden z nich chodził do założonego przez artystów żydowskich szczecińskiego Teatru Krypta, niejeden czytał tomiki poetów szczecińskich, w tym także żydowskich).
Silne państwo dla silnych ludzi
W Izraelu Leon poszedł od kibucu. Zrobił kursy hebrajskiego, na 3 lata trafił do wojska, a potem strzegł izraelskich granic. Nauka języka, którego nie znali, kibuc, wojsko, to była przeciętna droga wszystkich młodych ludzi, którzy pod koniec lat 60. trafili do Izraela.
Wojsko przeszły też siostry S. Zapamiętały, że po przyjeździe do Izraela wcale nie było oczywiste, że nowe państwo stanie się ich nową, prawdziwą ojczyzną.
- Nie wszystkich przyjmowano z otwartymi rękami - przyznaje B.S. - Trzeba pamiętać, że Izraelczycy budowali państwo, budowali tożsamość. Nie chcieli wiedzieć, co nasi rodzice, co inni starsi emigranci, przeżyli w czasie wojny, ich nasza historia nie obchodziła, nie była ważna. Chcieli budować nowe silne państwo na silnych ludziach.
(Jak rodzice sióstr S. mieli przekonać do siebie izraelskie władze, jako do „silnych ludzi”? Ciągnęli za sobą ciężar wspomnień z zsyłki na Syberię, przez lata prześladował ich obraz bliskich zamordowanych podczas wojny, może na szczęście nie znali szczegółów ich śmierci, z wyjątkiem historii krewnych spod Łodzi, których próbował ratować ksiądz, a których zagazowali Niemcy w specjalnych samochodach z podłączonymi rurami wydechowymi).
A jednak udało się zaaklimatyzować, zostać uznanym za swojego. Rodzicom zajęło to wiele czasu. Rok bez pracy, ciężki klimat terenów pod Hajfą.wspomnienia – także wygnania z Polski.
Chruszczow i Grudzień ‘70
Nie wszyscy wyjechali 40 lat temu, inni próbowali zacząć normalnie żyć, nie zważając na to, co wokół było nienormalne.
L. L. szczupła kobieta o surowych oczach (nie chce podać imienia i nazwiska) przez jakiś czasy była szczecińskim symbolem - jako kilkulatka miała zaszczyt być wzięta na ręce przez samego Nikitę Chruszczowa, który przyjechał właśnie do Szczecina (podobno od wtedy, od 1959 szczecinianie poczuli się pewniej we własnym mieście). Zdjęcie Chruszczowa z wesołą, ładną dziewczynką, znalazło się we wszystkich gazetach.
Kilka lat potem L.L. zaczęła studia na Pomorskiej Akademii Medycznej. Chciałaby zapomnieć o tym, że gdy władza zaczęła mówić źle o Żydach, na uczelni pod listem żądającym wyrzucenia ze studiów Żydów, podpisało się wielu studentów.
- Do relegowania nie doszło, a nawet jeden z profesorów chodził z nami demonstracyjnie na kawę podczas największej nagonki. Oczywiście szybko przestał być profesorem – wspomina L. L.
Podczas Grudnia ’70 L. L. była jednym z lekarzy, którzy z flagą Czerwonego Krzyża jeździli po mieście i udzielali pomocy rannym w zajściach ulicznych.
- Po raz pierwszy nie było obwiniania Żydów o to, co dzieje się w Polsce, po raz pierwszy nie było żadnych haseł antysemickich - pamięta swoją ulgę i swoje zdziwienie. - To był dla mnie czytelny sygnał: koniec z nagonką.
Jednak szybko okazało się, że np. na odbycie praktyk w najbardziej pożądanych miejscach wielu zdolnych lekarzy żydowskiego pochodzenia nie miało szans. L.L. nie mogła znaleźć pracy w swojej specjalizacji tam, gdzie chciała. Zdecydowała się na emigrację - w 1972 r. wyjechała do Szwecji. Nie przewidziała jednego: że PRL nie pozwoli jej odwiedzić matki nawet wtedy, gdy ta będzie bardzo chora. Nigdy więcej nie zobaczyły się. L.L. dostała wizę dopiero, gdy matka umarła.
- Rodzinom swoich pacjentów zawsze powtarzam: jesteście bardzo szczęśliwi, bo możecie być przy łożu swoich bliskich w tak trudnych momentach – mówi twardo.
Lipy na Klonowica
Józef (nie chce podać nazwiska) wyjechał jeszcze później, dopiero na początku lat 80. Określa siebie, jako jednego z ludzi między narodowościami. Nie chce opowiadać o tym, co było bezpośrednim powodem tego, że wyjechał.
- Żal już się skończył, wszystko ma swój czas, tak zapisano w Biblii - ucina pytania. - Najważniejsze, że gdy po 20 latach przyjechałem do Szczecina zobaczyłem, że ciągle stoją lipy przy skręcie z Wyzwolenia w Klonowica. Wypiękniały, stały się silne i mocne.
Miasto wydaje się piękniejsze i bardziej zadbane także innym emigrantom. Jednak gdy chodzą po ulicach wyglądają, jakby na coś czekali.
- Widzę pełno ludzi, ale dla mnie ulice są puste - Dawid Falkowicz bezskutecznie szuka śladów i twarzy, które kiedyś tworzyły jego świat.
„Precz z Żydami!”
- Ja widzę, że nastroje w Polsce są już inne, niż kiedyś - mówi z przekonaniem Leon Borenstein. - Że z każdym rokiem jest coraz większe zauroczenie kulturą i sztuką żydowską, co widać, zwłaszcza podczas festiwali na krakowskim Kazimierzu. Byłem na spektaklu pt. ”Skrzypek na dachu”. Lało, jak z cebra, a publiczność, Polacy, zostali do końca i potem jeszcze długo na stojąco oklaskiwali aktorów.
Siostry S. twierdzą zgodnie, że w Polsce nie ma antysemityzmu, przynajmniej w takim wydaniu, w jakim zaobserwowały zjawisko we Francji, czy Rosji.
- Antysemityzm, to wygodne wyjście dla wszystkich, którzy nie chcą spojrzeć na siebie i w sobie szukać źródła wielu problemów – szuka definicji J.S - Ale widzę, że naród polski zrobił dużą pracę nad sobą.
-samym centrum Warszawy widziałem stragan i antysemickie książki - wylicza Kuba Kaul. – Na dworcach, czy na budynkach w różnych polskich miastach, widać antysemickie napisy, najczęściej „Precz z Żydami”. A jednak to właśnie w Polsce mam najlepszych przyjaciół. Taka rzeczywistość nas rozrywa.
Agnieszka Kuchcińska-Kurcz