Czy Bóg jest na niebie?
10 lutego 1940 r. rozpoczela sie pierwsza wielka wywózka Polaków ze wschodnich kresów Rzeczpospolitej.glab Zwiazku Radzieckiego 110 pociagów wywiozlo lacznie 250 tys. osób. Podróz w strasznych warunkach trwala miesiac, wiele osob jej nie przezylo. Ci, którzy pozostali przy zyciu, wiele lat spedzili w warunkach uragajacych ludzkiej godnosci. Tysiace zmarlo z zimna, glodu, chorob, wyczerpania.
Pociagi wrocily po nastepnych zeslancow, kolejne transporty wyruszaly "na nieludzka ziemie" 13 kwietnia - wiozac 320 Polakow i 15 czerwca, zabierajac okolo 300 tys. ludzi. Ostatnia wielka zsylka kilkuset tysiecy Polakow miala miejsce w czerwcu 1941. Prawdopodobnie bylyby dalsze, ale wybuchla wojna sowiecko-niemiecka.
Kilka miesiecy temu odnalazly sie listy pisane z zeslania przez Marie Kwiatkowska, z domu Wasilewska, wywieziona wraz z dziecmi z osady wojskowej Stasin niedaleko Wlodzimierza Wolynskiego. Oto ich fragmenty.
Kostousowo, 19 lipca 1940
(...) Czuje się stosunkowo nieźle, choć wychudłam, jak szczapa, włosy mi bieleją a ręce brzękną od pracy ponad siły (jestem pomocnicą murarza). Lecz ja nie choruję i mam nadzieję, że z pomocą Bożą wytrwam i może, jeżeli Bóg pozwoli, wrócę z rodziną do naszego kraju. (...) Nie chcę, nie mogę myśleć o tym, że dzieci moje mogą zostać w tym kraju – bo szał mnie ogarnia, wariuję na samą myśl o takiej możliwości!
Kostousowo, 8 listopada 1940
(...)najstraszniejszej zmorze sennej trudno wymarzyć sobie podobne życie, jak nasze i w ogóle - tego narodu. Bezsilny gniew, bunt, pogarda i rozpacz – rozpacz, bo brak już nadziei na jakąkolwiek zmianę. Po co właśnie my jeszcze żyjemy? Dlaczego nie skończą z nami od razu, tylko po trochu piją naszą krew?to jest wiek XX – wiek humanitaryzmu, wielkich haseł itd.? Co za kłamstwo, jaka straszna nikczemna podłość!
My dzięki Bogu jesteśmy jeszcze zdrowi, czemu się bardzo dziwię, bo przy takim odżywianiu powinniśmy dawno poginąć już i chyba tylko cud Boży przy zdrowiu nas utrzymuje – prawda jest, że człowiek jest twardszy od żelaza. Moje bachory po 2 tygodnie kropli mleka nie widzą ale trzymają się względnie dobrze.
(...) Przecież ten diabelski taniec trwać wszak nie może, przecież jest Bóg na niebie? Ja wpadam już w rozpacz, ale może Bóg ulituje się nad mymi dzieciakami i pozwoli nam przetrwać tę straszną zimę. Zakaz wysyłania paczek jest dla mnie ciosem prawdziwym, bo teraz znikąd nie mam pomocy (...).
Ja teraz pracuję w nocy, opalam garaż, przeszło dwa metry drzewa przez noc, w dzień śpię 2-3 godziny a resztę czasu noszę drzewo, wodę, stoję w “oczeredzi” po chleb, lub gonię za szklanką mleka czy wiadrem kartofli, czy też szukam kupca na resztę łachów – wesołe życie, nieprawdaż?
Kostousowo 26 listopada 1940
(...) Żyjemy z dnia na dzień i tylko łaska Boża nas utrzymuje przy życiu i zdrowiu. Janek ma powiększone gruczoły, trzeba tranu, a tu ani o tym marzyć, dobrze, że chleba mamy jeszcze do syta. Malutka trzyma się dość dobrze, ale mama słabnie z każdym dniem. (...) Siedząc przy palących się piecach nieraz otwieram tom Potopu (a trzeba Wam wiedzieć, że systematycznie czytać nie mogę, nie jestem w stanie skupić myśli) i czytam jakiś krótki urywek – nie macie pojęcia, co to za cudowna książka.każdej karty bije otucha i wiara w moc Boga – te księgi są specjalnie dla nas i dla naszego dzisiejszego położenia czytane. (...) wszyscy wprost je zachłannie czytają. Żałujemy, że nikt nie ma “Quo vadis?”.
Kostousowo, 6 grudnia 1940
(...) Przed aresztowaniem Janeczki miałam dziwny sen:kościele farnym, przed wielkim ołtarzem klęczała Janka i innymi, a było wszystkich dwanaście osób. Wszyscy śpiewali hymn Salve Regina.trzy tygodnie potem otrzymaliśmy wiadomość o jej aresztowaniu. Tylko byłe przetrwać tęstraszną zimę, byle wytrwać. (...) Co do mnie, to wierzę w siły moralne i fizyczne Janeczki i jestem głęboko przekonana, że ona przetrwa i że równocześnie do domu powrócimy. (...)
Już dano nie mam wieści od Stacha, lecz w tych dniach spodziewam się otrzymać, bo moja malutka znowu od kilku dni uporczywie woła “tata, tatuś”, a to się stale powtarza przed każdym listem. Widocznie ten tatuś myśli o tej malutkiej, a dziecko to odczuwa. (...) My tu mamy z chlebem prawdziwą biedę, zwłaszcza ci, u których nie ma komu stać w kolejce. (...) Ludzie ratują się kupując kartofle, lecz z nastaniem mrozów o kartofle jest bardzo trudno.
Kostousowo 18 grudnia 1940
(...) jak okropnie ciężka czeka nas wigilia. Rozproszeni po całym świecie jedynie myślą łączyć się możemy. (...) Wierzę cała duszą, że spotkam Stacha, że dzieci moje nie będą sierotami. Bez tej wiary życie stałoby się zbyt okropne (...). Muszę pochwalić się Wam moją zdobyczą – mam walonki. Dostałam je “po spisku”, za 50 rubli – prywatnie kosztują 300 rubli i dostać nie można. Dbają jednak, byśmy nie wyginęli masowo, bo dostarczyli kilkadziesiąt par walonek i trochę watowanych “fufajek”.
Kostousowo 10 stycznia 1941
(...) Mieliśmy już45 stopni mrozu, a do pracy iść trzeba było. Tylko ci, co w lesie drzewo rąbią byli zwolnienie, reszta musiała wytrwać. Osiem godzin na mrozie, wprawdzie wolno było iść ogrzać się do “kuryłki”. Wielu poodmrażało sobie nosy, ręce, twarze. (...) Święta i Nowy Rok spędzieliśmy na pracy, przyczem specjalnie pilnowano, by nikt w domu nie został. Ale te Polaki to naród uparty – na robotę poszli, ale w mieszkaniach zaprowadzili porządek i poubierali choinki – choinki nędzarzy, ale zawsze. Bardzo się to "opiekunom" naszym nie podobało.
Kostousowo 19 lutego 1941
(...) Jako “lojalnym” poddanym sierpa i młota bardzo nam się podoba, że “duce” diabli biorą i żyjemy nadzieją, że Adolek również kozła wywróci. My tu wiemy coś niecoś z gazet (...), ale tu gazety podają wszystko z czerwonym sosem, a wiesz, że nawet najlepsze potrawy w końcu sprzykrzyć się mogą.
Kostousowo 8 maja 1941
(...) Udało mi się sprzedać smoking Stacha za 1000 rubli i zaraz kupiłam kozę za 800 rubli. Daje już półtora litra mleka dziennie, a prawie nic nie kosztuje. (...) Może to uratuje mi moją malutką Dankę. Dzieciak miał początki angielskiej choroby, lecz teraz poprawia się z dniem kazdym i zaczęła mi dobrze bigać, a tak martwiłam się, że nie chodzi. (...) Dobrze wiedzieć o kazdym, gdzie jest. Kułakowska odnalazła adres swego męża – jest w Swierdłowskiej – biedak nie widzi i głoduje. (...) Martwię się bardzo brakiem listów od Stacha, lecz widocznie listy jego tu nie dochodzą. (...)
Czy u nas już wiosna?
Wasza Maryśka