Identyfikacja trzech z szesnastu ofiar Grudnia ’70 trwała kilka dni. Pięć osób pochowano bez zawiadamiania ich rodzin. Pochówki odbywały się na ogół między drugą, a trzecią w nocy, bo tak chciała władza. Tylko w kilku pogrzebach, za zgodą SB, uczestniczyli księża.
Na około dziewięć lat, od 27 czerwca 1962 r. przerwane zostały prace związane z odbudową kościoła św. Jakuba. Kierownik Wydziału do Spraw Wyznań Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie Henryk Kołodziejek pisemnie poinformował proboszcza parafii św. Jakuba ks. Juliana Janasa: „że wobec braku decyzji co do odbudowy budynku kościoła p.w. św. Jakuba, żadne prace budowlane przy tym budynku nie mogą być przez parafię prowadzone”.
Kto zrozumie, co to znaczy, jak prowadzą męża w kajdanach, człowieka, który z zakładu pracy nigdy nie wyniósł nawet śrubki, nic złego nie zrobił - Gertruda Kadziak prawie krzyczy. -nie ma się wtedy prawa rozpaczać, bo od tego można zwariować.
Po erygowaniu przez papieża Pawła VI diecezji szczecińsko-kamieńskiej 28 czerwca 1972 r. wydarzeniem bez precedensu dla odbudowującego się kościoła pw. św. Jakuba była nominacja tejże świątyni na katedrę. Trzy miesiące później 8 października 1972 r. w prezbiterium szczecińskiej katedry miał miejsce ingres pierwszego biskupa szczecińsko-kamieńskiego Jerzego Stroby.
Nie chodzi o zemstę, ale o to, żeby czyn niegodny został osądzony i nazwany po imieniu, mówią internowani, którzy zostali pobici w więzieniu w Wierzchowie Pomorskim 13 lutego 1982 r.
W 1989 r. władza miała nadzieję, że kłócąca się opozycja nie będzie w stanie wygrać wyborów. Władza miała rację w jednym – nie było mowy, żeby powstały wspólne listy wszystkich sił, których korzenie tkwiły w „Solidarności”.
NZS to był pierwszy większy oddech wolności. Jak się człowiek nałykał, to pamiętał przez całe życie. Podobnie jak inne sprawy z wczesnej młodości. Że warto kochać. Że trzeba być uczciwym. Że trzeba walczyć z draństwem. Jak ktoś nie ma takiego odruchu moralnego, to ma ksywę “koperta”, albo “neseser”.
Rozmowa z bp Marianem Błażejem Kruszyłowiczem z diecezji szczecińsko-kamieńskiej
-Kobylance miejscem, gdzie mógłby zmieścić się pochód pierwszomajowy i jakoś zakręcić była tylko droga dookoła kościoła – wspomina Paweł Bartnik, kurator. – Więc ludzie uformowali się w kolumny i i dylali wokół świątyni. Wyglądało jakby proboszcz pochód przyjmował.czasem czynniki partyjne doszły do wniosku, że trzeba to zmienić.
Można nie pasować do czasów, w których się żyje i nie robić z tego tragedii. A jednak takie niedopasowanie może stać się tragedią. Tragedią było samobójstwo Doroty i Adama Jurczyków, a ludzie prześcigali się w układaniu scenariuszy, jak kiedy, dlaczego.
Francuz nikogo nie wydał, mówił, że wie, iż wiezie nielegalną literaturę, powielacze i farbę drukarską, ale nie przypuszczał, że to „może godzić w bezpieczeństwo Państwa Polskiego” – napisała w swoim dzienniku Krystyna Łyczywek wiosną 1984 r. Pisze chwilę po zatrzymaniu Jacquy Challot, francuskiego związkowca, który pomagał opozycji na Pomorzu Zachodnim.
Do Polski chce wrócić z emigracji Maria Matjanowska, jedna ze szczecińskich działaczek solidarnościowej opozycji.dzień ogłoszenia stanu wojennego została internowana wraz z 14-letnim synem Pawłem Matjanowskim. Był wówczas najmłodszym internowanym w Polsce.
Nie zachowały się meldunki operacyjne SB, które mogłyby pokazać, jak bardzo wiosną 1989 inwigilowana była szykująca się do wyborów opozycja na Pomorzu Zachodnim. Wiadomo tylko, że akcja prowadzona była pod kryptonimem Barwa V. Co się stało z materiałami (podobne w innych regionach kraju są), nie wiadomo. Niewykluczone, że pewnego dnia ujrzą światło dzienne.
„Tak bez reszty utraciliśmy poczucie człowieczeństwa, że za nędzną strawę dzisiejszą oddamy wszystkie zasady, duszę, wszystkie wysiłki naszych przodków, wszystkie nadzieje naszych spadkobierców - byletylko nie zostało zburzone nasze żałosne bytowanie "
Na przełomie 1970 i 1971r wciąż jeszcze nie znana była lista ofiar, które zginęły w grudniu w Szczecinie z rąk wojska i milicji. Fakt ten oraz niedotrzymanie obietnic przez rząd, dały impuls do podjęcia na nowo strajku w Stoczni im. Warskiego.
Z Michałem Paziewskim, historykiem, rozmawia Agnieszka Kuchcińska-Kurcz
Z Eugeniuszem Szerkusem, członkiem komitetu strajkowego w stoczni im. Warskiego w Szczecinie w grudniu 1970 r., rozmawia Agnieszka Kuchcińska-Kurcz
Na przełomie 1970 i 1971r wciąż jeszcze nie znana była lista ofiar, które zginęły w grudniu w Szczecinie z rąk wojska i milicji. Fakt ten oraz niedotrzymanie obietnic przez rząd, dały impuls do podjęcia na nowo strajku w Stoczni im. Warskiego.
Listopad 1975. Studenci trzeciego roku Pomorskiej Akademii Medycznej mają akurat zajęcia z nauk politycznych. Student Jacek Smykała zadaje pytanie: skoro Polska jest krajem suwerennym, to dlaczego stacjonują w niej wojska radzieckie? Konsternacja.
W grudniu 1970 r., podczas starć z wojskiem i milicją, w Szczecinie zginęło szesnaście osób. Rannych zostało 110 osób, w tym 68 od kul. Wśród poszkodowanych byli uczniowie, najmłodszy miał 11 lat. Rodziny zabitych w 1970r. dostały łącznie 440 tys. zł odszkodowań.