To miały być Ziemie Obiecane. Jedni uciekli stąd, inni przyjechali, jeszcze innych wywieziono, a na ich miejsce sprowadzono nowych. Tu miała zacząć się zupełnie nowa Historia.
1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Rozpoczęła się krwawa kampania wrześniowa, podczas której m.in. bombardowano Warszawę.
Od Rosjan nigdy nie usłyszeliśmy słowa "przepraszam", zauważa Tadeusz Wasąg, wilniuk, w czasie wojny żołnierz Armii Krajowej, ps. "Kolejarz". - Niedawno jeden z oficerów radzieckich słysząc podobne uwagi oburzył się: "a za co przepraszać?" Denerwowały go informacje, że w Polsce od paru lat demontowane są pomniki wystawione w poprzednim systemie na pamiątkę "oswobożdżenia".
Katarzyna Rembacka, Wojewoda bez nominacji, czyli rzecz o Leonardzie Borkowiczu
Kurier Szczeciński, 6 sierpnia 2009 r.
- Nie wyobrażam sobie, gdyby nagle zbombardowali taki nasz klub "Trans" - gestykuluje z przejęciem 15-letnia Anka. - Jakby coś się zaczęło, trzeba byłoby chyba uciekać z kraju.
Na dworcu w Brześciu podeszła do nich młoda kobieta. Skąd jesteście, zapytała wskazując na identyfikatory. Jesteśmy Polakami, wracamy z cmentarza w Miednoje, odpowiedzieli. Kobieta spojrzała smutno i wyznała: widziałam uroczystość w telewizji. Wybaczcie nam, Polacy.
10 lutego 1940 r. rozpoczela sie pierwsza wielka wywózka Polaków ze wschodnich kresów Rzeczpospolitej.glab Zwiazku Radzieckiego 110 pociagów wywiozlo lacznie 250 tys. osób.
Ostatni raz Helena Czupryńska krzyczała w nocy trzy dni temu. Płakała bezsilnie, jak dziecko, nie mogąc uciec od obrazów, które dręczą ją od lat. Lilianna, córka Heleny wie, że gdy mama krzyczy, przez sen nawołuje bliskich, trzeba do niej szybko pójść, łagodnie wybudzić, broń Boże nie szarpać, bo wtedy jej strach stanie się upiorny, nie do wytrzymania.
To pod jego rządami szczeciński Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych rozkwitł w najgorszych latach 50. Gdy przyszła odwilż to m. in. skargi podwładnych wykorzystano jako pretekst do odwołania go ze stanowiska.
Moskwa, listopad 1992 r., chłodny dzień, Łubianka. Przed bramą tego jednego z najbardziej przerażających miejsc sowieckiego imperium zatrzymuje się samochód. Wysiada z niego polski konsul, Michał Żurawski.
Kiedy rodzinę Teresy Chmielewskiej wyrzucano z dworu, jej matka ze stoickim spokojem oceniła sytuację: trudno, taka jest konieczność historyczna. Tylko dlaczego oni muszą tak wszystko niszczyć, zastanawiała się patrząc na płonące na stosie książki i wdeptywane w błoto drobne przedmioty.
Gdy mężczyźni wkraczali zwycięsko do wsi i miast, to właśnie ich witały kwiaty, oklaski, okrzyki „niech żyją!”, bo przecież wojny to męska sprawa, nawet słowo „bohater” jest rodzaju męskiego.
Gdy 60 lat temu transport wiozący łagierników ze Wschodu dotarł na Ziemie Zachodnie, jadąca nim Nina Nizowicz myślała tylko o jednym - co zrobić, żeby Alikowi,
Dzień po opublikowaniu przez gazety nieznanej listy z nazwiskami ofiar z Charkowa, w mieszkaniu Ewy Gruner, szefowej Stowarzyszenia Katyń, zadzwonił telefon.
To piekło, stwierdzili członkowie komisji lekarskiej, którzy czytali jej życiorys. Nie, piekło zostało kilka tysięcy kilometrów stąd, tłumaczy ona.
Wspomnienia są jak zdjęcia. Tylko część leży uporządkowa i opisana do końca. Reszta, nie zawsze kompletna, znajduje się przypadkiem w najmniej spodziewanym miejscu i chwili. Jedne przywołują uśmiech, inne ból.
Urszula Wójcik zaczęła szukać ojca, Walentego Fabjańskiego, jak miała 16 lat, w czasie wojny. Po latach sfotografowała nawet pomnik daleko w Niemczech, który miał być symbolicznym grobem taty. Do dziś nie wierzy, że zginął dawno temu. On mi się śnił, powtarza.
Kartka z kalendarza
Podczas seansu spirytystycznego, zorganizowanego jeszcze w 1939, we Włodzimierzu Wołyńskim, duch wystukał wiadomość, że ojciec żyje i wróci do domu za dwa lata. Nie wrócił do dziś. Nie wszyscy pogodzili się z myślą, że nie żyje.
Żona Alojzego M. pamięta, jak jeszcze przed ich ślubem pewnego dnia podszedł do niej na ulicy pewien człowiek. Poprosił: niech pani pozdrowi Alka - uśmiecha się ironicznie.
Po Powstaniu Warszawskim część powstańców uciekała na Zachód. Po 9 maja 1945 r. niektórzy uznali, że najbezpieczniej będzie na nowych polskich ziemiach, zwanych „odzyskanymi”.
Za założenie podziemnej organizacji młodzieżowej Bogumił Chojecki został skazany na 15 lat pozbawienia wolności i pracę w kamieniołomach.